Konferencja prasowa: Cały zarząd Rakowa podał się do dymisji!

Wszystkim zainteresowanym przedstawiamy obszerną relację z dzisiejszej konferencji prasowej z udziałem przedstawicieli mediów częstochowskich oraz zarządu Rakowa Częstochowa.

Wypowiedź prezesa Rakowa, Waldemara Borkowskiego:

„W dniu wczorajszym, tj. 18 maja 2009 roku został w trybie nadzwyczajnym powołany zarząd klubu, na którym jedynym punktem zebrania była moja dymisja ze stanowiska prezesa Rakowa. Kropkę na „i” postawiła sytuacja, jaka się wytworzyła po meczu w Policach, jak mogliście się częściowo dowiedzieć od korespondenta internetowej oficjalnej strony Rakowa.

Po tym co mnie osobiście spotkało w Policach, w połączeniu ze zdenerwowaniem sytuacją na boisku i wielu innych spraw, można powiedzieć, że w pewnym momencie byłem nawet bliski utraty życia. Gdyby nie interwencja służb medycznych i pomoc tutaj, dyrektora klubu, Pana Kokotta to mogłoby się różnie skończyć.

Po zakończonym meczu w Policach, zostałem obrzucony skrajnymi obelgami od jednego z kibiców. Oczywiście podsumowaniem całej działalności nie tylko mojej ale i zarządu uznałem, że zarówno Ja jak i dyrektor Kokott przyszliśmy tutaj do tego klubu generalnie w jednym celu. Cel był taki, żeby temu klubowi pomóc, sprzedając swój jedyny towar, jakimi były moje doświadczenia i umiejętności w sposób taki, na jaki nas było stać i w jaki żeśmy potrafili.

Ja osobiście uważałem, że nowy zarząd działa optymalnie w warunkach jakie panują w klubie i jakich można pracować. Klub był „obcięty” z większych możliwości finansowych, przy dużym zaangażowaniu z naszej strony pozyskania sponsoringu, oraz braku pomocy ze strony miasta, ponieważ te władze bardzo mocno odcinają się od piłkarskiej braci.

W tych wszystkich uwarunkowaniach jakie działy się, zarząd postawił sobie jeden cel: doprowadzić do takiego zabezpieczenia finansowego, mimo tych potężnych braków, aby można było zabezpieczyć piłkarzy do zakończenia rundy w tym celu, który się w pewnym momencie zrodził.

W momencie, w którym przejmowaliśmy zarząd w tym składzie, były ponure nastroje, drużyna rozbita psychicznie nie dająca nadziei na utrzymanie w tabeli drugiej ligi, wystraszony i mocno zagubiony trener.

Zaczęliśmy wtedy szukać rozwiązań. Ściągnęliśmy jednego z lepszych trenerów jaki się kiedykolwiek pojawił na Rakowie, mowa tutaj o Leszku Ojrzyńskim. Uważaliśmy, że jeżeli temu człowiekowi stworzy się minimum warunków, to ten człowiek wprowadzi nową jakość na boisku i zaczniemy oglądać inny Raków.

Raczej nie było pomyłki w tej ocenie i rzeczywiście zaczęliśmy grać inaczej. Trudno było po zakończeniu rundy jesiennej w momencie, w jakim znajdowaliśmy się w tabeli, powiedzieć sobie że dalej gramy o utrzymanie. Można wtedy było stwierdzić, że włączymy się w walkę o awans do pierwszej ligi. Oczywiście, że nikt nie wyrokował jakie będą wyniki tej walki, trudno nam było po zakończeniu rundy jesiennej mówić o konkretach.

Trener sformułował optymalny skład do rundy wiosennej. W tych rozgrywkach różnie nam się wiodło. Najbardziej jednak dotknęły kibiców, działaczy i obserwatorów dwa spotkania: z Tychami i z Jarotą. Zwiększone szanse pojawiłyby się też, gdybyśmy wygrali w Policach. Niestety tak się nie stało i nie wiadomo, z jakiej przyczyny bo sam do dzisiejszego dnia nie wiem, jak to się mogło zdarzyć. Piłka jest jednak okrągła, a zachowania zawodników nie przewidywalne. Każdy trener nie ma na nie wpływu.

Ja nigdy nie mówiłem, że jestem zdrowym człowiekiem. Natomiast chciałem się poświęcić dla tego klubu, ponieważ jestem rakowianinem i uważałem, że mogę tutaj coś zdziałać i zrobić dobrego. Nie potrzebne mi były ani finanse, ani zaszczyty, tylko to, że można było tutaj coś takiego zrealizować, co byłoby dobre dla tego klubu.

Zarząd podjął uchwałę na początku tej rundy, że celem działalności jest awans. Robiliśmy wszystko, aby ten awans uzyskać. Wobec tego, nie może być innej przyczyny jak moje odejście, gdy się nie udało zrealizować celu i wykonać tego zadania.

Nie byliśmy w stanie zabezpieczyć tego awansu i w związku z tym, nasza dalsza obecność w zarządzaniu tym klubem jest nieuzasadniona. Muszą przyjść inni ludzie, którzy to potrafią zrobić lepiej od nas, którzy będą mieć do tego predyspozycje. Uważam, że to da się przeprowadzić na drodze zorganizowanego Walnego Zgromadzenia Wyborczego i całej procedury wyborczej od 1 czerwca br.

Zarząd pozostaje do czasu nowych wyborów. My jako obecne władza mamy zabezpieczyć ostatnie mecze od strony organizacyjnej i pełnić swoją funkcję do czasu przekazania nowemu zarządowi. Trzeba doprowadzić do uzyskania przez klub licencji, bo to są takie momenty, kiedy działacze nie mogą odejść od klubu, w związku z tym, że termin narzucony przez PZPN to np. aby otrzymać licencję na grę w przyszłym sezon w drugiej lidze, musimy złożyć wszystkich dokumentów do 10 czerwca. Trzeba zebrać mnóstwo dokumentów finansowych i innych, które będą niezbędne do tego, aby w sposób legalny klub mógł zagrać w rundzie jesiennej sezonu 2009/2010 w rozgrywkach drugiej ligi bez względu na wynik sytuacji organizacyjnej Rakowa.

Przed nami jeszcze trzy mecze i ludzie którzy mają „gorące głowy” muszą teraz te wszystkie myśli ostudzić. Obecnie ta drużyna jest tak mocno osłabiona, że z zespołu, który przygotowany był do walki o awans nie wiele zostało. Na boisku nie mamy obrony, nie mamy stopera, nie mamy typowych pomocników. Sytuacja zmusza trenera do przesunięć na nietypowe pozycje zawodników.

Nie mamy całkowicie napastników, nie mamy libera, jakim był Rogalski, który prowadził grę i nie mamy jednego napastnika, który na tym „bezrybiu”, na jakim był Bański, który po wczorajszej kontroli u doktora Ficka, prognozy są takie, że może już nigdy nie wrócić na boisko. Do tego dochodzi nam kolejny uraz, tym razem mięśnia czworogłowego u Gołębia.

Naprawdę trudno mówić o takich osłabieniach, mamy też problemy organizacyjne jeśli chodzi o młodzież. Jest bardzo skomplikowaną sytuację i będziemy musieli grać tym co mamy.

Ja dziękując za pracę w tym zarządzie, życzę tej drużynie wszystkiego dobrego, żeby jeżeli się da to ten awans osiągnęła.

Naprawdę nie powinniśmy tutaj winić ani trenera ani drużyny, jeżeli się stanie inaczej.”

Po bardzo długiej wypowiedzi prezesa Rakowa, Waldemara Borkowskiego, głos zabrał jeszcze sekretarz Rakowa Częstochowa, Jerzy Skowron:

„Prezes jest tutaj 9 miesięcy, ja trochę dłużej i jest to dla mnie trzeci przegrany awans. Po prostu porażki bolą, dla mnie osobiście, jest to wewnętrzna tragedia bo Raków dla mnie wiele znaczył. Liczyłem na awans, mimo że na początku zakładaliśmy utrzymanie w drugiej lidze. Po pięciu czy sześciu kolejkach było ostatnie miejsce, później dopiero wywindował zespół na bezpieczną pozycję. Uznaliśmy, że jeżeli jest okazja to każdą trzeba wykorzystać.

Dla mnie awans został przegrany w spotkaniu z Tychami, kiedy Raków prowadząc 1:0, przegrał 1:2. Jak pamiętacie Państwo doskonale, w tamtym roku to było w ostatniej kolejce. Tam były aspekty po za sportowe, ale nie ma na to dowodów. Uważam, że powinni przyjść nowi ludzie, którzy będą mieli inny sposób zarządzania klubem, inną wizję i innych zawodników, których będą chcieli na niektórych pozycjach. Nie wyobrażam sobie, żeby się pozbyć wszystkich graczy, ale co niektórzy się nie sprawdzili. Przed nowym zarządem trener Ojrzyński pozostaje, będzie mógł ten skład zmienić i dalej walczyć.”

Oto co do zakomunikowania miał jeszcze wszystkim zaproszonym gościom, dyrektor sportowy Rakowa, Gothard Kokott:

„Ja przyszedłem do klubu z chęcią pomocy. W dniu 28 kwietnia 2009 roku złożyłem rezygnację z funkcji dyrektora sportowego. Było to spowodowane tym, że ludzie którzy są bliscy klubowi uważają mnie za człowieka, który nie powinien w tym klubie być. Po długich naradach przyszedłem do Rakowa, w tym klubie spełniałem funkcję organizatora meczy, miałem kontakty z policją i z ochroną, Moje zadanie spełniłem w 100%.

Korzystaliśmy z wielu boisk, oszczędzając nasze. Trenowaliśmy w Kamyku, Ostrowach, na Arenie Częstochowa, na CKS Budowlanych, Stradomiu, w Kamienicy Polskiej. Są to wszystko miejscowości w których korzystaliśmy z ich boisk, gdy u nas były trudne warunki atmosferyczne.

Jeżeli chodzi o sprawy zdrowotne, to mieliśmy dzięki mnie rozwiązane problemy najpierw z doktorem Widuchowskim, a później z doktorem Fickiem. Można powiedzieć, że żaden zawodnik nie został odsunięty na bok. Ponieśliśmy z tego powodu dosyć duże pieniądze, bo lekarze przed operacjami żądali pieniędzy.

Złożyłem swoją dymisję na ręce prezesa i została ona przyjęta. Do końca pozostały trzy kolejki, moją funkcję będę pełnił do zakończenia rundy wiosennej. Uważam, że nie można pracować w klubie, gdzie grono ludzi wtrąca się do niektórych rzeczy, gdzie nie mają racji.

Ja mogę Wam z gwarancją stuprocentową powiedzieć, że do treningów się nie wtrącałem, nie ingerowałem w skład pierwszego zespołu. Ja wiedziałem doskonale jaką funkcję mam pełnić i wiem, że pierwszą osobą, która pomagała trenerowi i drużynie byłem Ja. Trener powinien pracować w takich warunkach, jakich sobie życzył. Starałem się to spełnić i dokończę to dzieło. Niestety nie udało się awansować, ale jeżeli chodzi o moją osobę to uważam to za etap zamknięty.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *